Opublikowany w Skandynawia - Dania, Wycieczka jednodniowa

Kawałek Danii jednego dnia

Dania, czerwiec 2016.

Skandynawia! To jest coś! Od zawsze pragnęłam odwiedzić chociaż jeden z tych krajów. Jak to mówią – marzenia się spełniają i  w czerwcu zeszłego roku nadarzyła się piękna okazja do odwiedzenia Danii – na jeden dzień, ale jednak. Wakacje spędzaliśmy akurat u sąsiada tego kraju, a konkretniej w północnych Niemczech (Szlezwik-Holsztyn). Od najbliższego, większego duńskiego miasteczka dzieliło nas zaledwie 100 kilometrów – grzech byłoby tam nie zajrzeć. Tak więc naszym punktem docelowym stało się Aabenraa.

Zanim przyjechaliśmy do Niemiec musieliśmy oczywiście wymienić trochę pieniędzy, żeby móc jakoś tam dojechać i przeżyć. Pomysł na wycieczkę do Danii narodził się przed wymianą walut w kantorze. A gdyby tak, chociaż na chwilę, tam zajrzeć? Można byłoby pokręcić się trochę po tamtejszych ulicach, zrobić trochę zdjęć i wrócić z powrotem do Niemiec. I tak też postanowiliśmy. Wymieniliśmy więc trochę złotówek na duńskie korony (DKK). Pisząc trochę, naprawdę mam na myśli trochę, bowiem postanowiliśmy zakupić jedynie 50 DKK. Nie sprawdziliśmy żadnych cen przed przyjazdem, wszystko okazało się dopiero na miejscu.

Przejeżdżając przez niemiecko-duńską granicę trochę się przeraziliśmy widząc kontrolę graniczną – nie byliśmy na nią psychicznie przygotowani. Na szczęście okazało się, że nie sprawdzano wszystkich aut i udało nam się umknąć strażnikom.

Bardzo krótki postój zrobiliśmy sobie zaledwie kilka kilometrów od granicy przy sklepie z antykami. Weszliśmy tam by poszukać jakichś ciekawych płyt winylowych, niestety nic ciekawego poza powszechnym na tych krążkach Bachem i Beethovenem nie znaleźliśmy. Jedyne co przykuło naszą uwagę to uśmiechnięty sprzedawca zagadujący nas po duńsku – oczywiście łamanym angielskim staraliśmy wytłumaczyć się mu, że nie rozumiemy o co chodzi – prawdopodobnie zrozumiał, bo nie nalegał więcej na rozmowę.

No dobrze, ale czas na konkrety i podróż do naszego celu – do Aabenraa. Może zamin napiszę o moich odczuciach, pokażę gdzie konkretnie leży to miasteczko.

aabenraaa

Tak jak widać, znajduje się ono niedaleko granicy, ale także niedaleko stamtąd do morza.

Samo miasteczko wydawało się niewielkie, przespacerowaliśmy się uliczkami – przede wszystkim ulicą Storegade i , przy których mnóstwo było wszelkiego rodzaju sklepów. Oczywiście wstąpiliśmy do jednego, a mianowicie do sklepu z klockami Lego, które, jak zapewnie większość się orientuje, pochodzą z Danii. Ceny klocków były… wysokie. Oczywiście nie planowaliśmy nic kupować, ale spodziewaliśmy się wygórowanych cen – w końcu to towar niemal ekskluzywny i niezwykle popularny. Niektóre zestawy w Polsce można zakupić za nawet kilkaset złotych, a co dopiero w Danii?

Drogą

DSCN9659

Zdjęcie przedstawia ulicę Nørreport w Aabenraa.

Koło południa postanowiliśmy coś zjeść. Mieliśmy w portfelu 50 DKK, więc zaszliśmy do najbliższego sklepu, którego nazwy niestety nie pamiętam. Co przykuło naszą uwagę? Ceny! Zdecydowanie. Było tam bardzo drogo, a co dziwne niczego nie można było kupić na tzw. „sztukę”. I teraz pewnie ktoś z was pomyśli, że może to była hurtownia. Otóż nie. Był to zwyczajny sklep spożywczy, w którym zakupy robili zwykli ludzie. Ale towary sprzedawane były w paczkach po kilka sztuk. No trudno, skoro tak musi być, to przebolejemy to. Ruszyliśmy więc na sam koniec sklepu w nadziei, że kupimy sobie bułki i jogurty – czyli tak bardzo studencko. Oczywiście kolejną „atrakcją”, którą napotkaliśmy był brak normalnego pieczywa. Same słodkie bułki w ilościach po 10 w paczce. A ceny? No cóż, powiedzmy szczerze – nie stać nas było na to, by kupić bułki za 40 DKK. Chcieliśmy zostawić sobie trochę pieniędzy na zaś, więc postanowiliśmy zakupić co innego. Wybór padł na zwyczajne chipsy Lay’s, które tak jak wszystko tam, sprzedawane były w większych ilościach. Zakupiliśmy więc 6 małych paczek za jedyne 25 DKK. Staraliśmy się wybrać chociaż takie, których nie widzieliśmy w Polsce. Jeśli dobrze pamiętam to jeden ze smaków nazywał się BBQ. Wróciliśmy do samochodu, po uprzednim zapłaceniu za zakupy w samoobsługowej kasie (baliśmy się, że sprzedawczyni będzie tak samo ochoczo nastawiona do rozmowy co pan w sklepie z antykami). Bardzo spodobały nam się duńskie monety, które miały dziurę na samym środku. Na początku myśleliśmy, że to jakiś defekt, ale na szczęście okazało się to mylnym stwierdzeniem. Po zjedzeniu naszego „obiadu” o smaku BBQ wpadliśmy na genialny pomysł pojechania nad morze. Tak więc ruszyliśmy przed siebie w bliżej nieokreślone miejsce.
Po kilkunastu minutach jazdy dotarliśmy na maleńką, urokliwą plażę, z której widać jakąś fabrykę. Plaża była piaszczysta, ale dużo było na niej muszli i kamyczków, które uwierały w bose nogi przy chodzeniu.

DSCN9747

  Widok na fabrykę

Mimo tego niezachęcającego widoku, odkryliśmy tam piękno, ciszę i spokój.  Wystarczyło spojrzeć z innej perspektywy, a oczy cieszyły się zupełnie innym i piękniejszym widokiem.

DSCN9710

Nieco ładniejszy widok z duńskiej plaży

Obraz Danii jaki utkwił mi w pamięci wygląda mniej więcej tak, jak na zdjęciach poniżej:

DSCN9713

DSCN9721

Jeśli miałabym opisać miejsca które zobaczyłam w Danii jednym słowem, z pewnością użyłabym wyrazu „sielanka”. Odnaleźliśmy tam trochę ciszy i spokoju. Odpoczynek na łonie natury to niesamowite przeżycie, zwłaszcza w kraju takim jak Dania, który zaskoczył nas bardzo miłym nastawieniem Duńczyków do przyjezdnych, ale także niesamowitymi i niezapomnianymi widokami. Z pewnością jeszcze nie raz wyruszymy do tego kraju. Najbliższa wycieczka w czerwcu tego roku.

Reklamy